




1. Indie=Bollywood
Nic bardziej mylnego! Mówiąc ludziom, że interesuję się Indiami a szczególnie kinem, reakcja przeciętnego człowieka to „Bollywood?”. No a przecież, jak już pisałam w poprzedniej notce kino z Indii jest niezwykle zróżnicowane.
Mówiąc o kinie indyjskim wielu zarzuca mu płytkość, marną fabułę, kicz etc tak jakby była to reguła rządząca tamtejszym rynkiem filmowym. Niestety, reguła ta dość często się sprawdza, ale nie można powiedzieć tak o całości. Kino każdego kraju ma swoje wzloty i upadki. Obcokrajowiec kino Polskie także mógłby nazwać kiczowatym po obejrzeniu np. „Tylko mnie kochaj!”. Wyżej wymieniony tytuł od Bollywood różni się chyba tylko brakiem piosenek. Ale przecież w Polsce powstawały i powstają filmy godne uwagi, chociaż wśród nowych produkcji przeważają marne komedyjki romantyczne. Jak już o Polsce mówię – trochę mniej kinowo a bardziej telewizyjnie – wstyd mi za twórców programu „Kocham Cię, Polsko!”. Tam to dopiero jest kicz… Wybaczcie, ale najgłupsza indyjska produkcja nie dorówna nowemu programikowi telewizji publicznej. Sztuczne uśmiechy, irytujący prowadzący, forma urocza do obrzydzenia i jakaś taka okropna maniera uczestników. Jedyna fajna rzecz, to tekst piosenki. Bo wykonanie… ech… No tak, wyżaliłam się, to mogę przejść do następnego punktu.
Na takie określenie trafiłam w Internecie, gdy zbierałam materiały do tego artykułu. I nieco mnie zszokowało, trochę rozśmieszyło, ale przyznaję mu rację. Prawda to, że w Indiach (w Bollywood szczególnie) panowie zachowują się wrażliwiej niż w Europie. Szarukowi szczególnie zdarza się popłakać, niektórzy biorą z niego przykład. Zazwyczaj wygląda to dość żałośnie. Niektórzy bollymaniacy bronią swoich idolów mówiąc „mężczyźni też są wrażliwi i to urocze, piękne” itd. Ja osobiście przymykam na to oko, a drugim szukam jakiegoś aktora, który zapłakałby sensownie. No bo chyba mężczyźni też płaczą… jak nikt nie widzi ;] Z metroseksualizmem kojarzy się także (a raczej przede wszystkim) pan zadbany do przesady i podążający za modą. Hm… jeśli chodzi o dobre filmy to zjawiska takiego raczej nie obserwuję. W oldschoolach i na południu jest wręcz odwrotnie. Takie coś da się zauważyć w bollywoodzkich filmach marnej jakości. Ale nie tylko.

Niestety, niektórzy panowie (albo ich styliści) nieco przesadzają z nowym wizerunkiem. Przykład – Salman Khan czy Akshay Kapoor. U Udaya Choopry także zdarzają się odchyły. Czasem pewnie aktorzy muszą poddać się twórcom i wdziać obciachowe ciuszki aby zadowolić widzów. Osobiście mi się to nie podoba, ale odnoszę wrażenie że zjawisko to tyczy się nie tylko Bollywood ale świata, gdzie pan wrażliwy staje się modny. Powiem więcej! Metroseksualizmu w Indiach nie wymyślili. W Polsze też wydają „Logo”. A poza tym - no nie okłamujmy się, biznes musi się kręcić i nie ważne jak idiotyczne coś jest, ważne że Ci za to zapłacą. Niektórzy nie znają granic i w pogoni za sławą i pieniędzmi gubią zdrowy rozsądek.

no wiem, wiem, z tematem tylko luźno się
wiąże ale nie mogłam się powstrzymać
No tak, kolejna bolączka kina z Indii. Wielu muzykom chyba słoń na ucho nadepnął (słoń indyjski, co by nie było wątpliwości) ale skoro u nas karierę robią Doda, Pussycat Dolls, to czemu i Indie nie mogą mieć swoich gwiazd disco. Ale przecież w Indiach mamy Rachmana czy Raviego Shankhara (ostatni współpracuje z różnymi światowymi twórcami, u niego George Harisson uczył grać się na sitarze, oraz brał udział na festiwalu Woodstock 1969 roku). Tradycyjna muzyka indyjska jest piękna i właśnie takiej w kinie szukam i taką cenię. Niektóre kawałki uwspółcześnione także wpadają w ucho, ale to przede wszystkim dzięki jakiejś indyjskiej nucie.
Z drugiej strony można powiedzieć że klasyczna muzyka, mantry są strasznie monotonne. Na to odpowiedzią jest chociażby bhangra – dynamiczny Punjabski taniec i rodzaj muzyki. O muzyce indyjskiej długo by pisać…
5. Marna fabuła, monotonia, idealizowanie itd.
Wydaje mi się, że w tej kwestii osoby nie znające kina z Indii nieco przesadzają. Fakt – fabuła często oparta jest na romansie, motyw sprzeciwu rodziny jest także nieodłącznym elementem. Bollywood często pokazuje także świat pięknych i bogatych, idealizuje, bohaterów przedstawia niemal jak bogów. Ale czy jest to wada? Człowiek idąc do kina chce odpocząć, przenieść się w inny świat, odległy od tego jaki znają na co dzień. Pragną pomarzyć. A jako że takiej wizji oczekują widzowie, producenci muszą poddać się zapotrzebowaniu. Filmy takie jak „No smoking” które balansuje na granicy bolly-paralel cinema nie są przyjmowane z entuzjazmem, bo są zbyt wydumane, za smutne, męczące. I na skutek tego – nie zarabiają pieniędzy więc nikt nie chce ich produkować. Smutne, ale prawdziwe. Komercjalizacja jest wrogiem rozwoju dobrego kina tak samo jak zachłyśnięcie zachodem i przemycanie tej kultury, stylu życia do Indii.
6. Długość filmu
To nie jest argument. Przy dobrej produkcji czas mija niepostrzeżenie, przy złym filmie każda minuta zdaje się ciągnąć w nieskończoność.
7. „Bollywódzki konkurs filmotwórczy.”
Piękne określenie jednego z filmwebowców. Zjawisko przykre i powszechne: w Bombaju produkuje się około 300-400 filmów na rok, do tego trzeba dodać Kolly i Tolly. Niestety, idą w ilość a nie w jakość. Często reżyserowie są „jednorazowi” czyli po jednym filmie kończą swoją karierę. Każdy chce zostać gwiazdą kina, każdy chce mieć szansę i gdy taka się trafia – wykorzystuje ją z lepszym lub gorszym efektem.

I jeszcze coś dla fanów kina z Indii: książka, która ukazała się 17 listopada 2009 Autor to Krzysztof Lipka-Chudzik, do którego mam mały żal bo mnie się marzyło autorstwo takiej książeczki ale trudno, może jeszcze jakąś napiszę. Jak na razie cytat od pana Lipki-Chudzika:
Pod koniec lat 50. ubiegłego stulecia Baldev Raj Chopra, producent i reżyser z Bombaju, wybrał się na Międzynarodowy Festiwal Filmowy do Berlina. Była to dlań rutynowa wizyta, w owym czasie bowiem przedstawiciele kina indyjskiego często gościli w Cannes, Wenecji czy Karlowych Warach. Organizatorzy przyjmowali ich z otwartymi rękami, a nazwiska Satyajita Raya, Raja Kapoora czy Bimala Roya wymieniali jednym tchem obok Ingmara Bergmana czy Michelangela Antonioniego. Kraj, który zaledwie kilkanaście lat wcześniej, w 1947 roku, uzyskał niepodległość, zdążył już zaistnieć na artystycznej mapie świata jako prawdziwa potęga.
W Berlinie festiwalowi dostojnicy również nie szczędzili pochwał pod adresem reżyserów z Bombaju i Kalkuty. B.R. Chopra przyjmował te laudacje ze zrozumiałym zadowoleniem i ledwo skrywaną dumą. W pewnym momencie jednak, przechadzając się wśród tłumu zaproszonych gości, przypadkowo usłyszał czyjąś zjadliwą wypowiedź: „W tych indyjskich filmach są tylko piosenki i piosenki. Oni chyba nie potrafią inaczej”.
Uwaga ta zepsuła mu samopoczucie. Zirytowany, jak najszybciej wrócił do kraju, po czym zrealizował opowieść całkowicie pozbawioną przerywników tanecznych. Postanowił bowiem pokazać sceptykom, że w Indiach podobny zabieg jest możliwy. I postawił na swoim! W czarno-białym dramacie sądowym „Kanoon” (1960) nie znalazła się ani jedna muzyczna wstawka. Nieco później Baldev Raj pomógł młodszemu bratu Yashowi Choprze nakręcić dreszczowiec „Ittefaq” (1969) – także bez scen śpiewu i tańca. Obydwie produkcje spotkały się nie tylko z przychylnymi recenzjami krytyków, ale i z bardzo ciepłym przyjęciem widowni.
B.R. Chopra należał do starej gwardii filmowców, którzy kierowali się nie tylko chęcią zysku, ale przede wszystkim autentyczną pasją tworzenia kina. Nie znosił, gdy dokonania jego rodaków postrzegano przez pryzmat ignorancji lub postkolonialnych uprzedzeń. Zdawał sobie sprawę, że baśniowe produkcje z Bombaju rządzą się specyficznymi prawami, które często utrudniają odbiór zachodniemu widzowi, niemniej jednak irytowało go, gdy krytyczne oceny oparte były jedynie na stereotypach i uproszczeniach. Filmy indyjskie zawsze charakteryzowały się olbrzymią różnorodnością; wrzucanie wszystkich do jednego worka byłoby nieporozumieniem. Pod egzotyczną, kolorową otoczką kryje się coś więcej niż tylko „piosenki i piosenki”.
Jak się dorwę do „Bollywood dla początkujących” to zrecenzuję ;) Ale jeśli pan Krzysztof sięga do Bollywood z lat 50’ i 60’ to już mi się podoba. Sama, niestety, starszych filmów widziałam tylko kilka, nad czym ubolewam. Ale to się zmieni ;]
Pozdrawiam ;) W następnej notce zagłębię się w podział Bollywood.
Licznik odwiedzin: 307740

MENU
Moje blogi

*Bollywood
*Kollywod (Tamil)
*Lollywood
*Tollywood (Telugu)
* Bengali
* Malayalam
*Parallel Cinema
*Koprodukcje

*Ludzie:Aktorzy i aktorki
*Blogi
*Gry
*Inne
*Kuchnia
*Muzyka
*Nauka hindi
*Podróże po Indiach
*Polskie strony i fora Bollywood
*Sklepy
*Strony/blogi/fora po angielsku
*Teksty i tłumaczenia
piosenek
Zdjęcia, galerie
*Inne strony o Bollywood

| « marzec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 |
| 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
| 29 | 30 | 31 | ||||
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj: